Aktualności

Wspomnienie o o. Dariuszu Łysakowskim CSsR

Wspominamy dziś 20. rocznicę śmierci o. Dariusza Łysakowskiego CSsR, misjonarza Wschodu, który ofiarnie i z oddaniem służył katolikom na Syberii. Zginął 19 stycznia 2001 roku w wypadku samochodowym.

Zapraszamy do zapoznania się z artykułem opublikowanym w “Rodzinie Odkupiciela”, opowiadającym o tej wielkiej postaci misjonarza-redemptorysty.

„Warto poświęcić życie dla głoszenia Ewangelii”

— o. Dariusz Łysakowski CSsR (1965-2001)


19 stycznia 2001 r. w wypadku drogowym zginął kapłan, o. Dariusz Łysakowski CSsR. Historia jego życia wydarzyła się w nieodległej przeszłości i dlatego pozostaje dla nas wszystkich bliską i zrozumiałą, lecz jednocześnie zadziwia swoją niezwykłością. Prosty, zwykły kapłan, jego doświadczenie kapłańskiego posługiwania to było tylko 6 lat. Cóż może być ciekawego i niezwykłego w jego życiu? Jednakże czytając albo słuchając wspomnień oraz świadectw o nim, którymi dzielą się różni ludzie, towarzyszy poczucie, że opowieść dotyczy jakiegoś mędrca albo człowieka, który przeżył długie piękne życie.

Kapłańska posługa o. Dariusza rozpoczęła się w małej polskiej wsi, marzył, aby wyjechać stamtąd gdzieś daleko na misje. Myślał również o Rosji. Dlatego, kiedy zaproponowano mu wyjazd na Syberię, zobaczył w tej propozycji działanie Bożej Opatrzności. Ojciec Dariusz bardzo się cieszył, że Matka Boża Fatimska, która mówiła o nawróceniu Rosji, powierzyła mu taką misję.

21 października 1996 r. o. Dariusz przybył do Prokopiewska na Syberii, gdzie posługiwali już grekokatoliccy księża z Ukrainy (redemptoryści obrządku grekokatolickiego, przyp. tłum.) oraz kapłan z Irlandii, o. Antony Branagan CSsR, z którym o. Dariusz współpracował przez 5 lat. W tej wspólnocie o. Dariusz rozpoczął swoją posługę w Kuzbasie (Kuźnieckie Zagłębie Węglowe w Rosji, położone w obwodzie kemerowskim i nowosybirskim, przyp. tłum.). Równocześnie ojciec przyjeżdżał do Kemerowa i cały czas szukał wierzących katolików po całej kuzbaskiej ziemi. Interesował się historią pobytu na tych terenach Polaków, Niemców, Ukraińców, które to narodowości przede wszystkim reprezentowały wiarę i tradycje katolickie na Syberii. Małymi krokami docierał do katolików, systematycznie wyszukiwał w książkach telefonicznych polskie, niemieckie, litewskie nazwiska i dzwonił.

Tym sposobem 25 grudnia 1996 r. zebrała się malutka piętnastoosobowa wspólnota. W Młodzieżowym Domu Kultury ojcowie wynajęli małą salkę, należącą do Centrum Kultury Niemieckiej. Tam odbywały się pierwsze Msze św. W czasie nabożeństw z sąsiadujących pomieszczeń docierały dźwięki różnych instrumentów, śpiewy zespołów ludowych. W takich warunkach odradzał się Kościół Katolicki w Kuzbasie. W niedziele Msze św. były odprawiane w domu kultury, zaś w dni powszednie ojcowie zapraszali nas do siebie, do mieszkania, które wynajmowali.

W lutym 1997 r. przez miasta Syberii peregrynowała figura Matki Bożej Fatimskiej z Portugalii. Było to wielkie wydarzenie dla tamtejszych parafii. 20 lutego o. Dariusz razem z o. Antonym opowiadali w kemerowskiej telewizji o objawieniach fatimskich i zapraszali mieszkańców miasta na spotkanie z Maryją.

Dzięki Bogu, działania te przyniosły owoce. Matka Boża Fatimska, jak prawdziwa Matka, zebrała dzieci pod swoim płaszczem w małej sali domu kultury. Było duszno, brakowało miejsca, jednak radość, że wspólnota rośnie, była tak wielka, że te niedogodności nie mogły jej przyćmić. Dopiero po jakimś czasie w pełni dostrzegliśmy wzruszające relacje między o. Dariuszem i Matką Bożą, jego szczególne nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, która prowadziła go przez życie. Nic dziwnego więc, że zaproponował, aby parafia w Kemerowie była poświęcona Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny.

W maju 1997 r. trzy parafianki (Galina Szejko, Lilia Dziuba i Natalia Kovalenko) pojechały z o. Dariuszem do Polski, na Kongres Eucharystyczny, który odbywał się we Wrocławiu. Cała podróż, od początku do końca, była przepełniona modlitwą, i prawdziwymi cudami, dowodami Bożej miłości, wielkim zaufaniem o. Dariusza do Boga. Podczas pielgrzymka miały miejsce liczne spotkania z ciekawymi ludźmi, którzy swoim życiem dawali świadectwo o miłości Boga. Poprzez te spotkania jeszcze bardziej poznawaliśmy o. Dariusza: jego troskliwą i wzruszającą relację do osób niepełnosprawnych, pełen szacunku stosunek do starości, otwartość na drugiego człowieka, zaufanie Duchowi Świętemu, który rzeczywiście prowadził go przez wszystkie życiowe doświadczenia. Ciągle odczuwaliśmy odpowiedź Boga na modlitwy ojca Dariusza. Na przykład wówczas, gdy nagle okazało się, że zaproszenia na Kongres nie są poświadczone pieczęciami, a nas mimo to przepuszczają przez granicę. Albo że jako pielgrzymi z Kemerowa mogliśmy uczestniczyć we wszystkich prawie spotkaniach ze św. Janem Pawłem II. Na niektóre z tych spotkań potrzebne były wejściówki, a my ich nie mieliśmy. Nagle okazywało się, że je mamy! Dla o. Dariusza kluczem do wszystkich trudnych sytuacji była modlitwa, modlitwa i raz jeszcze modlitwa. Mówił: «Jeśli to jest dzieło Boga, to znaczy, że wszystko będzie w porządku! A ja wiem, że to jest dzieło Boga, bo diabeł przeszkadza, ale mu się nie uda!». Hasło o. Dariusza «Jesteśmy z Syberii», magicznie działało na wszystkich policjantów w Polsce i dlatego wszędzie mieliśmy “zielone światło”. Czy to była magia, szamaństwo? Nie! Po prostu Pan odpowiadał na niekończące się modlitwy naszego ojca, na jego wielkie zaufanie.

Dla o. Dariusza szczególnie ważne było świadectwo dawane przez parafianki z Kemerowa w jego rodzinnej parafii. Bardzo przeżywał, jak przebiegnie spotkanie z jego rodziną i rodakami, z księdzem, który znał go od dzieciństwa i który pobłogosławił go na posługę kapłańską. Oczywiście ojcu Dariuszowi nie zależało na pochwałach, dla niego ważne było zdanie księdza, którego nie chciał zawieść. I nie zawiódł!

Od lipca 1997 r. Msze św. odbywały się w Domu Kultury Górników. Właśnie tam, o. Dariusz pobłogosławił pierwszy w historii kemerowskiej parafii ślub – Romana i Jany Żych. Od pierwszego dnia posługi na Syberii ojciec miał wielkie plany, spieszył się, aby wiele zrobić. Był całkowicie posłuszny Duchowi Świętemu, niezwykle Go kochał. Duch Święty był jego wewnętrznym nauczycielem i kierownikiem, źródłem jego mądrości. Prowadzony przez Ducha Świętego w 1998 r. przyjechał do Jurgi, zebrał parafian i zaczął realizować swoje marzenie.

Pierwsze Msze św. ojciec służył w domu Anny Wolf i Marii Bykowej, a następnie w kinie “Promień”. Później został zakupiony dom przy ul. Leningradzkiej 4. Gospodarze jeszcze do końca nie opuścili mieszkania, a parafianie na czele z o. Dariuszem już zaczęli remont. Podczas remontu Msza św. sprawowana była w jednym z pokoi. Z czasem ze zwykłego, starego domu, o. Dariusz z pomocą parafian, zrobił przytulną, małą kaplicę.

W kwietniu 1999 r. w miastach Syberii odbywała się peregrynacja relikwii św. Teresy. W dużych miastach planowano wystawienie sarkofagu z relikwiami Świętej, a w mniejszych — tylko krzyża z relikwiami. Do Kemerowa oraz Jurgi miał dotrzeć tylko krzyż. O. Dariusz zaś, będąc człowiekiem modlitwy, wierzył, że modląc się, człowiek może osiągnąć to, co niemożliwe. Krzyż trzeba było odebrać na trasie i zawieźć do Kemerowa, więc o. Dariusz i niektórzy parafianie wyjechali na spotkanie relikwii św. Teresy. Przez całą drogę modlili się. O. Dariusz, pokazując na niebo, prosił: “Hej, Tereso w niebie!!! Słyszysz mnie? Kochają Cię nie tylko w Nowosybirsku i Tomsku, wszyscy Cię kochamy. Zrób tak, aby sarkofagu, twojej świętości, mogli dotknąć i moi parafianie”.

To wielkie zaufanie i modlitwa zmieniły plany organizatorów pielgrzymki relikwii św. Teresy, i sarkofag z relikwiami pojechał do Jurgi! Wokół sarkofagu zebrała się niewielka liczba osób. Wspólnota była mała, tak jak małe były i drzwi domu, do których sarkofag się nie zmieścił i dlatego pozostał na zewnątrz, gdzie odbyła się modlitwa. W swojej homilii o. Dariusz z wielką goryczą wypowiedział takie słowa: “Pamiętamy Betlejem, gdzie ludzie również nie wiedzieli, że urodził się Chrystus. Spokojnie pracowali, załatwiali jakieś swoje sprawy, a obok było takie bogactwo. Teraz i tu, w Jurdze, ludzie przechodzą obok i nie wiedzą, jaki skarb nas odwiedził – relikwie Świętej Teresy…”. I tutaj padło głębokie zdanie: “Aby siać, trzeba świecić”. A przecież to było motto jego życia; ojciec rzeczywiście zawsze promieniował, aby móc siać. Wszystko jest możliwe dla człowieka, który tak mocno umiłował Boga.

Kiedy w naszej  parafii przebywały relikwie św. Teresy, dużymi płatkami zaczął padać śnieg, który lubiła wielka Święta.

W roku 1998 ojcowie kupili sobie mieszkanie przy ul. Rukawisznikowa . Jeden z pokoi w mieszkaniu został przeznaczony na kaplicę, w której odprawiano Msze św. Na początku 1999 r. zostało zakupione mieszkanie, które miało status oficjalnej już kaplicy parafialnej. W tej kaplicy, w lipcu 1999 r., biskup Józef Wert po raz pierwszy udzielił sakramentu Bierzmowania.

Każde wydarzenie, związane z o. Dariuszem, zawsze było naznaczone jakąś “niespodzianką”, którą ludzie zapamiętywali. W lipcu 1999 r, biskup Józef Wert poświęcił w Jurdze kościół pod wezwaniem Ducha Świętego, którego proboszczem został o. Dariusz. W czasie poświęcenia, podczas kazania biskupa (przy słowach “nasz Kościół zbudowany jest na krwi męczenników”), nagle zaczął bić dzwon, zamontowany na dachu kaplicy. Biskup spojrzał na o. Dariusza, który uśmiechał się i tłumaczył: “…ale on nie powinien teraz bić”. Dzwon był elektroniczny, i został ustawiony według polskiego, a nie lokalnego czasu.

Gdy o. Dariusz rozpoczął swoją posługę w Jurdze, zaprzyjaźnił się z jednym z kanałów lokalnej telewizji. Przez półtora roku brał udział w programie dziennikarki Raisy Daniłowej “Poza granicami rzeczywistości”. Cenił tę przyjacielską więź oraz był entuzjastycznie nastawiony, ciesząc się, że ma możliwość przekazać wielu ludziom chrześcijańską wiarę i miłość Chrystusa.

W tym samym czasie o. Dariusz zaczął odwiedzać wiernych w miejscowościach: Topki, Promyszlennom, Lenińsku Kuźnieckim, Kolyonie, Tjażynie oraz w innych miastach i miasteczkach, gdzie mieszkali potomkowie zesłańców – Polaków, Niemców, Ukraińców. Wraz z pojawieniem się nowych parafii, o. Dariusz dużo czasu spędzał w drodze, przejeżdżając w ciągu tygodniu do tysiąca kilometrów. Wracał do domu późno w nocy, ale nigdy nie pokazywał zmęczenia. On zawsze miał duchową radość i po prostu dobry humor! Bywało, że gdy podróżowaliśmy samochodem nagle pojawiała się ulewa, wtedy natychmiast słyszeliśmy głos ojca: “Dzięki Bogu, deszcz!”. Kiedyś w ciemności wjechał w wiejski płot, bo nie było latarni: “Dzięki Bogu, że żyję!”.

Pewnego razu z radością zawołał: “O, Boże, jakże piękne jest życie! Gdyby mi rok temu ktoś powiedział, że będę jeździł kilkaset kilometrów na Mszę św., to bym nie uwierzył!” Opowiedział nam, że są takie miejscowości – Gieorgiewka oraz Borokowka, gdzie 100 lat temu, były kościoły katolickie. Z podziwem i zarazem smutkiem opowiadał o ludziach, żyjących w tych wsiach, o ich mocnej wierze i o tym, w jakich warunkach oni ją podtrzymywali. Księdzu, który przyjechał z Europy, trudno było patrzeć na ubóstwo, alkoholizm, destrukcję rodziny, na dzieci, które przy każdym jego przyjeździe z nadzieją patrzyły na pudła z pomocą humanitarną. Ojciec zawsze przyjmował ból drugiego człowieka na siebie, zwłaszcza ból dziecka, osoby niepełnosprawnej, staruszka. Do takich ludzi miał szczególny stosunek.

Przyjeżdżając do tych dzieci, nie tylko odprawiał Msze św. Grał z nimi w piłkę, rozpalał ognisko, aby upiec kiełbaski, uczył nowych piosenek, a wieczorem zawsze znajdował czas, by posiedzieć ze staruszkami, którzy go za to cenili. Z młodzieżą zawsze nadawał „na młodzieżowej fali” fali, dawał im swoje rady.

Posługa dla młodzieży była jednym z jego priorytetów; odpowiadał za pracę z młodzieżą z ramienia Nowosybirskiej Administratury Apostolskiej. Jako odpowiedzialny za duszpasterstwo młodzieży o. Dariusz organizował spotkania w Jubileuszowym roku 2000 w Nowosybirsku, Saratowie i Rzymie. Był prowadzącym na międzydiecezjalnych spotkaniach ministrantów i podczas wielu innych wydarzeń kościelnych.

Parafianie wsi Gieorgiewka na całe życie zapamiętali wiosnę 1999 r., kiedy to po raz kolejny przyjechał do nich o. Dariusz. Msza św. była odprawiana w domu Florydy Ilczuk. Nagle, podczas Mszy, rozległ się stukot, i weszli policjanci, którzy przedstawili ojcu poważne zarzuty: sprzedaż dzieci, dystrybucję narkotyków, tworzenie sekty. Założyli mu kajdanki i zabrali na komisariat. Ojciec niedługo był w więzieniu, ponieważ zażądał wyjaśnień. Rozmowy telefoniczne z administracją miejską „otrzeźwiły” policjantów.

Kołyon – wieś oddalona o 130 km od Kemerowa. Mieszkańcy tej wsi przyjeżdżali na Mszę św. do Tomska, i dlatego o. Dariusz dowiedział się o nich od księży posługujących w Tomsku. Pierwsze Msze św. na miejscu o. Dariusz zaczął odprawiać w domu Daniłowej L., nauczycielki języka niemieckiego w miejscowej szkole. Mimo niedogodności, udzielano tam  wszystkich sakramentów. Dla wierzących najważniejsze było to, że jest kapłan blisko, że można przed nim otworzyć duszę i się wyspowiadać.

Ojciec Dariusz był człowiekiem ekumenicznym. I, być może, nie jest przypadkiem, że zginął w jeden z dni tygodnia modlitw o jedność chrześcijan?

W roku 1997 ojciec poznał protestantów z różnych Kościołów, którzy gromadzili się w klubie szachowym, dzielili się wiarą, rozważali Biblię. Gdy powstał kościół parafialny, o. Dariusz sam zaczął organizować spotkania ekumeniczne, zapraszając braci i siostry z różnych kościołów na biblijne rozmyślania.

W styczniowe dni tygodnia modlitw o jedność chrześcijan w dużej sali Domu Kultury Młodzieży organizował spotkania ekumeniczne “Nadzieja nie zawodzi”, na które oprócz zwykłych wiernych, przychodzili liderzy różnych wyznań chrześcijańskich.

Wyjątkową u o. Dariusza była współpraca z Wiaczesławem Kudriawcewym z Kościoła “Jedność w Chrystusie”. Dzięki o. Dariuszowi, Wiaczesław, który był niewidomy od urodzenia, mógł wydawać chrześcijańskie książki i artykuły drukowane czcionką braille’a, albo nagrywać kasety z pieśniami chrześcijańskimi. Dzięki ojcu, zostały wydane książki dla niewidomych i niedowidzących: “Katakumby”, “Złote strony Jana Chryzostoma”, “Kwiaty małej Teresy”, zostały wykonane nagrania chrześcijańskich pieśni.

O. Dariusz przyjaźnił się również z prawosławnym księdzem Aleksandrem Diemczenko, wówczas proboszczem cerkwi pw. Ikony Wszystkich Strapionych Radość. To właśnie o. Aleksander namawiał ojca Dariusza, aby nie jechał 19 stycznia do Jurgi, ostrzegał go przed złą pogodą.

O. Dariusz nikomu nie proponował swojej wiary na siłę; chciał, aby to właśnie jego życie było dla innych okazją do odnajdywania wiary. Z Tatianą Musochranową o. Dariusz poznał się w klubie Szachowym, gdzie usłyszał jej wiersze, przepojone głęboką wiarą i pragnieniem, aby każdy poznał Jezusa, Jego miłość. Te wiersze zadziwiły go! O. Dariusz zaprosił Tatianę do pracy u ojców, do pomocy w domu.

I tak, w ciągu kilku lat Tatiana wchłaniała w siebie Bożą miłość, maryjność, powagę sakramentów, szczegóły katolickiej wiary. Tuż przed śmiercią Tatiana wyraziła pragnienie, aby zostać katoliczką, i przygotowywała się do przyjęcia sakramentów. W 2000 roku w Syberyjskiej Gazecie Katolickiej ukazał się artykuł ojca “Krok do jedności”, w zakończeniu którego pisał: “Jestem pewien, że pokorna modlitwa wszystkich wiernych otworzy nasze serca i doprowadzi Kościół do jedności, aby świat szybciej uwierzył w miłość Chrystusa».

O. Dariusz wielokrotnie z posługą duszpasterską odwiedzał więzienie w Jurdze. Razem z nim jeździły tam Tatiana Musochranowa i organistka Ludmiła Titowa. Ojciec głosił Słowo Boże, razem z Ludmiłą śpiewał chrześcijańskie hymny, Tatiana zaś recytowała swoje wiersze. Podczas jednego ze spotkań, więzień zadał ojcu pytanie: “Rosja – prawosławny kraj, dlaczego wy nam mówicie o wierze katolickiej?” Ojciec odpowiedział na to: “Zauważcie, że ani razu nie wypowiedziałem słowo “katolicki”, ja po prostu mówię o chrześcijaństwie, o wierze”.

Z parafią w Jaszkino, o. Dariusz zaznajomił się na dwa tygodnie przed śmiercią. Planowano wówczas wycieczkę do Tomska, ale w tym czasie były silne mrozy i straż drogowa nie polecała wyjeżdżać na dłuższe trasy z powodu ogromnej gołoledzi. Dlatego ojciec postanowił jechać z dziećmi i młodzieżą do Jaszkino. To była jedyna parafia, której do tej pory nigdy nie odwiedzał. Ojca Dariusza witano jak swojego, bo tam mieszkały polskie rodziny, rozbrzmiewała kochana przez ojca polska mowa. Ojciec po prostu cieszył się tym spotkaniem. Po Mszy św. śpiewano kolędy po polsku, a następnie z towarzyszeniem gitary i śpiewu ojca tańczono „Weselić się będzie pląsaniem panna”. Następnie i sam ojciec zaczął tańczyć z malutką Tatianą, i nagle podniósł ją nad sobą w tańcu…. A przecież on tańczył z małą dziewczynką też na swoich prymicjach! I pierwszy i ostatni taniec z dzieckiem…

Następnego dnia o. Dariusz swoim busem rozwoził dzieci i młodzież do domów. Gdy przyjechali, każde z nich ucałowało ojca i życząc szerokiej drogi, udali się w kierunku domów. Nagle, jeden po drugim, odwrócili się i rzucili w ramiona ojca ze słowami “Ojcze, kochamy Cię, dziękujemy Ci!”. Ojciec Dariusz nieśmiało stał, obejmował wyrośniętych chłopaków, i dziwiąc się tej czułości, cicho zapytał: “Co się im stało?”.

Podczas drogi powrotnej znów zapytał: “Dlaczego oni się tak żegnali? Zamierzają wyjechać do Niemiec, ale dokumenty jeszcze nie są gotowe… Na pożegnanie jeszcze za wcześnie, jeszcze się spotkamy”. Tych chłopaków ojciec uczył grać na gitarze. Są bardzo dumni, że byli godnymi uczniami. Po kilku dniach od tego pożegnania grali na gitarze i nie ukrywając łez śpiewali “Jezus jest moim zbawieniem”, siedząc w pobliżu trumny zmarłego ojca.

19 stycznia 2001 r. o. Dariusz zginął w wypadku drogowym. Spieszył się do swoich kochanych mieszkańców Jurgi, na poświęcenie ich domów. Nie mógł postąpić inaczej, bo na niego zawsze czekali… Podczas tragicznej śmierci ojciec trzymał w rękach różaniec. Modlił się… Do końca był wierny modlitwie.

To był niezwykły kapłan! Posiadał niezwykłą umiejętność łączenia codziennego życia z życiem wiarą. Będąc młodym księdzem, posiadł mądrość ludzką, jednak ona go nie satysfakcjonowała. Ciągle powracał do dzieł Ojców Kościoła, aby poznać Mądrość Bożą. Nie szczędząc pracy i sił, prowadził ludzi do prawdziwej wiary. Jego słowa były tak przekonujące i pełne wiary, że wielu wolało unikać dyskusji z nim.

Najważniejszą zaś jego cechą było to, że gorącym płomieniem własnej wiary i miłości rozpalał serca innych młodych ludzi. Stale dążył do świętości i stał się świętym dla swoich parafian!

“Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, który żyje i cię kocha!”- te słowa na zawsze będą brzmieć w pamięci głosem ojca Dariusza Łysakowskiego, dobrego pasterza terenów północnego Kuzbasu. W pamięci pozostanie przykład pięknego życia, poświęconego Bogu do końca… Do ostatniej chwili…

Galina Szejko

Tłumaczenie: Elena Grigoryeva, Agnieszka Szymańska

Powyższy artykuł ukazał się w biuletynie WSD Redemptorystów w Tuchowie “Rodzina Odkupiciela” nr 1 (83) 2019. Opublikowano dzięki uprzejmości redakcji.