Aktualności

Wspomnienie o o. Dariuszu Łysakowskim CssR – misjonarzu na Syberii – 2 część

I część artykułu

Kiedy w naszej  parafii przebywały relikwie św. Teresy, dużymi płatkami zaczął padać śnieg, który lubiła wielka Święta.

W roku 1998 ojcowie kupili sobie mieszkanie przy ul. Rukawisznikowa . Jeden z pokoi w mieszkaniu został przeznaczony na kaplicę, w której odprawiano Msze św. Na początku 1999 r. zostało zakupione mieszkanie, które miało status oficjalnej już kaplicy parafialnej. W tej kaplicy, w lipcu 1999 r., biskup Józef Wert po raz pierwszy udzielił sakramentu Bierzmowania.

Każde wydarzenie, związane z o. Dariuszem, zawsze było naznaczone jakąś “niespodzianką”, którą ludzie zapamiętywali. W lipcu 1999 r, biskup Józef Wert poświęcił w Jurdze kościół pod wezwaniem Ducha Świętego, którego proboszczem został o. Dariusz. W czasie poświęcenia, podczas kazania biskupa (przy słowach “nasz Kościół zbudowany jest na krwi męczenników”), nagle zaczął bić dzwon, zamontowany na dachu kaplicy. Biskup spojrzał na o. Dariusza, który uśmiechał się i tłumaczył: “…ale on nie powinien teraz bić”. Dzwon był elektroniczny, i został ustawiony według polskiego, a nie lokalnego czasu.

Gdy o. Dariusz rozpoczął swoją posługę w Jurdze, zaprzyjaźnił się z jednym z kanałów lokalnej telewizji. Przez półtora roku brał udział w programie dziennikarki Raisy Daniłowej “Poza granicami rzeczywistości”. Cenił tę przyjacielską więź oraz był entuzjastycznie nastawiony, ciesząc się, że ma możliwość przekazać wielu ludziom chrześcijańską wiarę i miłość Chrystusa.

W tym samym czasie o. Dariusz zaczął odwiedzać wiernych w miejscowościach: Topki, Promyszlennom, Lenińsku Kuźnieckim, Kolyonie, Tjażynie oraz w innych miastach i miasteczkach, gdzie mieszkali potomkowie zesłańców – Polaków, Niemców, Ukraińców. Wraz z pojawieniem się nowych parafii, o. Dariusz dużo czasu spędzał w drodze, przejeżdżając w ciągu tygodniu do tysiąca kilometrów. Wracał do domu późno w nocy, ale nigdy nie pokazywał zmęczenia. On zawsze miał duchową radość i po prostu dobry humor! Bywało, że gdy podróżowaliśmy samochodem nagle pojawiała się ulewa, wtedy natychmiast słyszeliśmy głos ojca: “Dzięki Bogu, deszcz!”. Kiedyś w ciemności wjechał w wiejski płot, bo nie było latarni: “Dzięki Bogu, że żyję!”.

Pewnego razu z radością zawołał: “O, Boże, jakże piękne jest życie! Gdyby mi rok temu ktoś powiedział, że będę jeździł kilkaset kilometrów na Mszę św., to bym nie uwierzył!” Opowiedział nam, że są takie miejscowości – Gieorgiewka oraz Borokowka, gdzie 100 lat temu, były kościoły katolickie. Z podziwem i zarazem smutkiem opowiadał o ludziach, żyjących w tych wsiach, o ich mocnej wierze i o tym, w jakich warunkach oni ją podtrzymywali. Księdzu, który przyjechał z Europy, trudno było patrzeć na ubóstwo, alkoholizm, destrukcję rodziny, na dzieci, które przy każdym jego przyjeździe z nadzieją patrzyły na pudła z pomocą humanitarną. Ojciec zawsze przyjmował ból drugiego człowieka na siebie, zwłaszcza ból dziecka, osoby niepełnosprawnej, staruszka. Do takich ludzi miał szczególny stosunek.

Przyjeżdżając do tych dzieci, nie tylko odprawiał Msze św. Grał z nimi w piłkę, rozpalał ognisko, aby upiec kiełbaski, uczył nowych piosenek, a wieczorem zawsze znajdował czas, by posiedzieć ze staruszkami, którzy go za to cenili. Z młodzieżą zawsze nadawał „na młodzieżowej fali” fali, dawał im swoje rady.

Posługa dla młodzieży była jednym z jego priorytetów; odpowiadał za pracę z młodzieżą z ramienia Nowosybirskiej Administratury Apostolskiej. Jako odpowiedzialny za duszpasterstwo młodzieży o. Dariusz organizował spotkania w Jubileuszowym roku 2000 w Nowosybirsku, Saratowie i Rzymie. Był prowadzącym na międzydiecezjalnych spotkaniach ministrantów i podczas wielu innych wydarzeń kościelnych.

Parafianie wsi Gieorgiewka na całe życie zapamiętali wiosnę 1999 r., kiedy to po raz kolejny przyjechał do nich o. Dariusz. Msza św. była odprawiana w domu Florydy Ilczuk. Nagle, podczas Mszy, rozległ się stukot, i weszli policjanci, którzy przedstawili ojcu poważne zarzuty: sprzedaż dzieci, dystrybucję narkotyków, tworzenie sekty. Założyli mu kajdanki i zabrali na komisariat. Ojciec niedługo był w więzieniu, ponieważ zażądał wyjaśnień. Rozmowy telefoniczne z administracją miejską „otrzeźwiły” policjantów.

Kołyon – wieś oddalona o 130 km od Kemerowa. Mieszkańcy tej wsi przyjeżdżali na Mszę św. do Tomska, i dlatego o. Dariusz dowiedział się o nich od księży posługujących w Tomsku. Pierwsze Msze św. na miejscu o. Dariusz zaczął odprawiać w domu Daniłowej L., nauczycielki języka niemieckiego w miejscowej szkole. Mimo niedogodności, udzielano tam  wszystkich sakramentów. Dla wierzących najważniejsze było to, że jest kapłan blisko, że można przed nim otworzyć duszę i się wyspowiadać.

Ojciec Dariusz był człowiekiem ekumenicznym. I, być może, nie jest przypadkiem, że zginął w jeden z dni tygodnia modlitw o jedność chrześcijan?

W roku 1997 ojciec poznał protestantów z różnych Kościołów, którzy gromadzili się w klubie szachowym, dzielili się wiarą, rozważali Biblię. Gdy powstał kościół parafialny, o. Dariusz sam zaczął organizować spotkania ekumeniczne, zapraszając braci i siostry z różnych kościołów na biblijne rozmyślania.

W styczniowe dni tygodnia modlitw o jedność chrześcijan w dużej sali Domu Kultury Młodzieży organizował spotkania ekumeniczne “Nadzieja nie zawodzi”, na które oprócz zwykłych wiernych, przychodzili liderzy różnych wyznań chrześcijańskich.

Wyjątkową u o. Dariusza była współpraca z Wiaczesławem Kudriawcewym z Kościoła “Jedność w Chrystusie”. Dzięki o. Dariuszowi, Wiaczesław, który był niewidomy od urodzenia, mógł wydawać chrześcijańskie książki i artykuły drukowane czcionką braille’a, albo nagrywać kasety z pieśniami chrześcijańskimi. Dzięki ojcu, zostały wydane książki dla niewidomych i niedowidzących: “Katakumby”, “Złote strony Jana Chryzostoma”, “Kwiaty małej Teresy”, zostały wykonane nagrania chrześcijańskich pieśni.

O. Dariusz przyjaźnił się również z prawosławnym księdzem Aleksandrem Diemczenko, wówczas proboszczem cerkwi pw. Ikony Wszystkich Strapionych Radość. To właśnie o. Aleksander namawiał ojca Dariusza, aby nie jechał 19 stycznia do Jurgi, ostrzegał go przed złą pogodą.

O. Dariusz nikomu nie proponował swojej wiary na siłę; chciał, aby to właśnie jego życie było dla innych okazją do odnajdywania wiary. Z Tatianą Musochranową o. Dariusz poznał się w klubie Szachowym, gdzie usłyszał jej wiersze, przepojone głęboką wiarą i pragnieniem, aby każdy poznał Jezusa, Jego miłość. Te wiersze zadziwiły go! O. Dariusz zaprosił Tatianę do pracy u ojców, do pomocy w domu.

I tak, w ciągu kilku lat Tatiana wchłaniała w siebie Bożą miłość, maryjność, powagę sakramentów, szczegóły katolickiej wiary. Tuż przed śmiercią Tatiana wyraziła pragnienie, aby zostać katoliczką, i przygotowywała się do przyjęcia sakramentów. W 2000 roku w Syberyjskiej Gazecie Katolickiej ukazał się artykuł ojca “Krok do jedności”, w zakończeniu którego pisał: “Jestem pewien, że pokorna modlitwa wszystkich wiernych otworzy nasze serca i doprowadzi Kościół do jedności, aby świat szybciej uwierzył w miłość Chrystusa».

O. Dariusz wielokrotnie z posługą duszpasterską odwiedzał więzienie w Jurdze. Razem z nim jeździły tam Tatiana Musochranowa i organistka Ludmiła Titowa. Ojciec głosił Słowo Boże, razem z Ludmiłą śpiewał chrześcijańskie hymny, Tatiana zaś recytowała swoje wiersze. Podczas jednego ze spotkań, więzień zadał ojcu pytanie: “Rosja – prawosławny kraj, dlaczego wy nam mówicie o wierze katolickiej?” Ojciec odpowiedział na to: “Zauważcie, że ani razu nie wypowiedziałem słowo “katolicki”, ja po prostu mówię o chrześcijaństwie, o wierze”.

Z parafią w Jaszkino, o. Dariusz zaznajomił się na dwa tygodnie przed śmiercią. Planowano wówczas wycieczkę do Tomska, ale w tym czasie były silne mrozy i straż drogowa nie polecała wyjeżdżać na dłuższe trasy z powodu ogromnej gołoledzi. Dlatego ojciec postanowił jechać z dziećmi i młodzieżą do Jaszkino. To była jedyna parafia, której do tej pory nigdy nie odwiedzał. Ojca Dariusza witano jak swojego, bo tam mieszkały polskie rodziny, rozbrzmiewała kochana przez ojca polska mowa. Ojciec po prostu cieszył się tym spotkaniem. Po Mszy św. śpiewano kolędy po polsku, a następnie z towarzyszeniem gitary i śpiewu ojca tańczono „Weselić się będzie pląsaniem panna”. Następnie i sam ojciec zaczął tańczyć z malutką Tatianą, i nagle podniósł ją nad sobą w tańcu…. A przecież on tańczył z małą dziewczynką też na swoich prymicjach! I pierwszy i ostatni taniec z dzieckiem…

Następnego dnia o. Dariusz swoim busem rozwoził dzieci i młodzież do domów. Gdy przyjechali, każde z nich ucałowało ojca i życząc szerokiej drogi, udali się w kierunku domów. Nagle, jeden po drugim, odwrócili się i rzucili w ramiona ojca ze słowami “Ojcze, kochamy Cię, dziękujemy Ci!”. Ojciec Dariusz nieśmiało stał, obejmował wyrośniętych chłopaków, i dziwiąc się tej czułości, cicho zapytał: “Co się im stało?”.

Podczas drogi powrotnej znów zapytał: “Dlaczego oni się tak żegnali? Zamierzają wyjechać do Niemiec, ale dokumenty jeszcze nie są gotowe… Na pożegnanie jeszcze za wcześnie, jeszcze się spotkamy”. Tych chłopaków ojciec uczył grać na gitarze. Są bardzo dumni, że byli godnymi uczniami. Po kilku dniach od tego pożegnania grali na gitarze i nie ukrywając łez śpiewali “Jezus jest moim zbawieniem”, siedząc w pobliżu trumny zmarłego ojca.

19 stycznia 2001 r. o. Dariusz zginął w wypadku drogowym. Spieszył się do swoich kochanych mieszkańców Jurgi, na poświęcenie ich domów. Nie mógł postąpić inaczej, bo na niego zawsze czekali… Podczas tragicznej śmierci ojciec trzymał w rękach różaniec. Modlił się… Do końca był wierny modlitwie.

To był niezwykły kapłan! Posiadał niezwykłą umiejętność łączenia codziennego życia z życiem wiarą. Będąc młodym księdzem, posiadł mądrość ludzką, jednak ona go nie satysfakcjonowała. Ciągle powracał do dzieł Ojców Kościoła, aby poznać Mądrość Bożą. Nie szczędząc pracy i sił, prowadził ludzi do prawdziwej wiary. Jego słowa były tak przekonujące i pełne wiary, że wielu wolało unikać dyskusji z nim.

Najważniejszą zaś jego cechą było to, że gorącym płomieniem własnej wiary i miłości rozpalał serca innych młodych ludzi. Stale dążył do świętości i stał się świętym dla swoich parafian!

“Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, który żyje i cię kocha!”- te słowa na zawsze będą brzmieć w pamięci głosem ojca Dariusza Łysakowskiego, dobrego pasterza terenów północnego Kuzbasu. W pamięci pozostanie przykład pięknego życia, poświęconego Bogu do końca… Do ostatniej chwili…

Galina Szejko

Tłumaczenie: Elena Grigoryeva, Agnieszka Szymańska

Powyższy wpis jest drugą częścią artykułu, który ukazał się w biuletynie WSD Redemptorystów w Tuchowie “Rodzina Odkupiciela” nr 1 (83) 2019. Opublikowano dzięki uprzejmości redakcji.